08/08/2013

Polish People, Benefits and Bad Press / Polacy, Benefity i Black PR

After my penultimate post, in which I wanted to present a wide and complex topic, (how the Poles in The UK are perceived by their countrymen in Poland) it’s time for second thoughts.

A friend of mine informed me, that there is a boom for immigration of Polish families to The UK. They come here with no job arrangements, not knowledge of English, no plan for the future but with the assistance of a specially trained translator they get council houses in no time. My friend was upset about it as being a native Brit herself, she struggles with getting help from her local council, while some strangers from Easter Europe are well taken care of. I don’t like it either, but will refrain from commenting, since I never met a Pole in the UK who lives in a council house. On the other hand I don’t associate with Poles alone, not do I have a family to re-integrate with the Polish immigration, therefore can’t know the truth about it.
Intrigued by this shocking news I decided to do some Internet research on the opinion of the Brits on Poles in the UK. Was I wrong thinking, that we are praised and appreciated by the British?
I was unable to find out how many Poles benefit from council housing as such records are not available, unless I approached each council individually with this question. Forgive me, but I don’t fancy doing it. It was however quite straightforward to find out, that 371.000 foreigners claim social benefits. The figure lodes big, especially when represented by numbers and not percentage. I spent a few hours on searching the Internet and couldn’t really find any scandalous or clearly negative statements.
I focused on comments under press articles on this topic, as I believe that these can be considered true evidence in contrast with carefully tailored articles written by journalists.
I did find some posts which mentioned “No benefits for Poles in the UK” in response to a bad experience of a British man, who received no benefits when he was made redundant in Poland. The Poles were also blamed for the drop in wages, as some of them are ready to accept a poorer pay. That’s just life and everyone has a right to air their concerns or bitter feelings of injustice, especially when there is someone else who wants to listen and intervene. I wouldn’t say, however, that I saw anything bordering with hatred to extremism. Sadly, I assume that, it wouldn’t be the case if we swapped places.
A lot of comments made by the British on immigration in general were quite objective, which doesn’t surprise me, as objectivism and diplomacy are deeply rooted in the British society, much deeper than in the continental Europe.
We have this treat as a nation, that we feel ashamed of every countryman abroad, who as we like to say brings disgrace to us. For instance during my visit in Iceland my friend and I went at night for a walk in Reykjavik. In one of the main streets we spotted a small group of drunk junkies and we knew straight away they were Polish, even without listening to the language they spoke. We were right so, we laughed at the fact and avoided contact with them, but the truth was, that it was not funny to see that Polish margins of society can be found anywhere in the world.

The Brits do not tear their hair out over every man chav, even though it could be something to feel ashamed of (chav is a common noun for the undereducated individuals, who often live on benefits). After all none would feel proud of the part of their nation that consider McDonald’s staple food, struggle with writing and reading in their native language and gets intellectual inspiration from tabloids.

Going back to the opinion of the British about the Poles, what I found or did not find on line does not particularly bother or delight me. The battue for the Polish immigrants will continue for the simple reason, that there are many of us here and it has an impact on the state of matters in the UK. The long term consequences (either positive or negative) are yet to discover.

If someone builds their opinion about a certain nation based on articles in “Daily Mail” or “The Sun” but has never been to Poland, it doesn’t affect or interest me as a Pole. All I should really care about is how I am perceived as a person, a woman, an employee. That’s what really matters. I believe that many people can do just that, especially in the UK.




WERSJA POLSKA / POLISH VERSION




Po przedostatnim poście, gdzie w krótkim tekście chciałam przekazać wam pozytywną myśl na temat obszerny i zawiły, czyli jak postrzegani są Polacy w UK przyszedł czas na powtórna refelksję.

Dowiedziałam się bowiem od koleżanki, że niektóre polskie rodziny przyjeżdżają do Anglii bez pracy, języka oraz żadnego planu na życie i od razu dostają mieszkania socjalne, oczywiście przy pomocy zatrudnionego do tego typu celów tłumacza. Koleżance fakt ten  się nie podoba, szczególnie że względu na to, iż sama będąc rodowitą Brytyjką ma problemy z uzyskaniem pomocy od państwa, a "jacyś" nowi imigranci z Europy Wschodniej od razu są wspomagani. Mi też się to nie podoba. Nie mogę się jednak na ten temat rozwodzić, bo nigdy znam żadnego Polaka w UK, który mieszkałby w councilu, ale z drugiej strony nie obracam się w towarzystwie tylko Polaków i nie posiadam rodziny, którą mogłabym re-intergrować z imigracją polską, więc nie mam pojęcia jak to naprawę jest.
Zaintrygowana szokującymi dla mnie newsami postanowiłam zadać sobie troche trudu i poszperać w internecie opinii o Polakach w Anglii wystawione nie przez nikogo innego jak samych Brytyjczyków. Przecież mogłam się mylić zachłystując się pozytywną opinią (w moim odczuciu ) o Polakach u Brytyjczyków…

Ilu Polaków dokładnie korzysta z mieszkań socjalnych nie byłam w stanie się dowiedzieć, bo aby to zrobić musiałabym chyba kontaktować się z każdym councilem indywidualnie, na co wybaczcie mi, nie mam ochoty.
Nadzwyczaj łatwo za to było mi znaleźć rzucające się w oczy dane, iż 371.000 obcokrajowców pobiera obecenie świadczenia socjalne. Liczba wydaje się wysoka, szczególnie jeśli przedstawiona w cyfrach, a nie w procentach ;)
Poszperałam parę godzin i jakoś nie mogłam doszukać się skandalicznych ani nad wyraz negatywnych wypowiedzi. Skupiałam się głównie na komentarzach pod tekstami, bo to tam ludzie piszą co naprawdę myślą, a nie w strannie przygotowanych źródłach informacyjncyh.
Oczywiście, było parę wyrazistych artukułów w stylu “Nie będzie dla was Polacy benefitów w UK”, bo pewien Anglik takowych nie dostał kiedy stał się bezrobotny w Polsce, lub też parę komentarzy, że przez chętnych do pracy Polaków za niższe stawki, płace poleciały w dół. Samo życie, i każdy, kto czuje się przez tego typu sytuacje poszkodowany ma prawo podzielić się swoją frustracją, z tym kto go wspomoże. Nie podsumowałabym jednak, że do Polaków ziało nienawiścią lub większa goryczą.
Gdyby sytuacja była odwrotna, niestety w internecie oraz może i po za nim nie było by tak neutralnie.

Wiele komentarzy Brytyjczyków na temat samej polskiej imigracji (oraz imigracji w ogóle) było dość obiektywnych, co mnie nawet nie dziwi, bo obektywizm i dyplomacja są w społeczeństwie brytyjskim zakorzenione o wiele głębiej niż w innych europejskich krajach.

My Polacy mamy tak, że wstydzimy się za każdego rodaka za granicą (często też w kraju), który jak to lubimy mówić robi nam wiochę.
Na przykład kiedy razem z koleżanką podczas wycieczki na Islandię, przechadzałyśmy się nocą ulicami Reykjavika spostrzegłyśmy takich sobie paru żulików i bez wsłuchania się w język od razu wiedziałyśmy, że to Polacy. Niby się zaśmiałyśmy, że haha od razu można poznać, ale ominęłyśmy “gentelmenów” szerokim łukiem. Znowu nie było fajnie upewnić się, że polscy żule są na całym świecie.

Brytyjczycy nie wyrywają sobie włosów z głowy za każdego chava (popularne określenie nieedukowanej klasy społecznej, właśnie tej, która najcześciej korzysta z socjalu), a jest się czego powstydzić. Nikt chyba nie napawa się dumą z tej części społeczeństwa, która za podstawę swej diety uważa McDonald, ma problemy z czytaniem i pisaniem w swoim języku ojczystym, a doznania intelektualne zaspokaja brukowcami. Czuję się zmuszona dodać, że ta część społeczeńtwa jest całkiem spora.
Jednak Brytyjczycy nie utożsamiają się tak z każdym swoim rodakiem, a ich poczucie indywidualności jest tak głęboko zakorzenione, że bez trudu dystasują się do siebie na wzajem.
Wracając do opini Brytyjczyków o Polakach, to co znalazłam w internecie lub czego znaleźć nie było mi dane, specjalnie mnie nie zachwyca, ani nie martwi. Nagonka na Polaków w mniejszym lub większym stopniu będzie kontynuowana, bo jest nas tu po prostu dużo, a to w jakimś sensie zaburzyło dotychczasowy stan rzeczy w Królestwie. Czy konsekwencje na dłuższą metę będą dobre czy złe to się okaże w przyszłości.

Jeśli ktoś wysnuwa zdanie o pewnej nacji na podstawie arytykułów “wysokiej” rangi gazet takich jak “Daily Mail” lub “The Sun”, ale np. nigdy w Polsce nie był to i tak nie interesuje mnie zdanie takiej osoby na mój temat mojego kraju i mnie jako Polki. Jedyne, czym powinnam się przejmować jest to, jak jestem odbierana jako osoba, kobieta czy pracownik i tak chcę być oceniana. Wiem, że dużo ludzi tak potrafi, a już napewno tutaj.




05/08/2013

GAY OK!


Good evening everyone. We just had Gay Parade here in Brighton over the weekend. The streets were rock’n’rolling, the sun was shining, highlighting all colours of the rainbow and everyone, myself included, had loads of fun. As usual, the homophobia wasn’t invited. However, it got me thinking why this tendency still keeps strong in most parts of our globe. 

Coming from a fairly homophobic country my observation is that it's mostly men who have a problem with the gay people. Even a Polish mother is more likely to accept her child to be gay than a respectful Polish father. Of course, the mother could be disappointed that her gay child will not give her biological grandchildren or that she won’t be able to fulfil her dreams about the “perfect” life of her kid in a happy marriage that she never had. However, a mother seems to be more likely to tolerate and accept her child’s choice/destiny than a father.

Similar things, or worse, apply to other Eastern European countries. I have recently read about the first official gay parade in Montenegro. It ended up not only earlier than it was supposed to, but it also ended up badly – accompanied by fights, blood and fear.
The boys just wanna have fun...

I grew up in No-Gay-Land and I think I learnt about homosexuality from a magazine “Bravo”. This magazine was very important to me in my early teenage years. Maybe a bit prior to that, I once saw two local male dogs (I knew they were male – they belonged to the neighbours) having “an encounter” in the front of my block. I was on my way to the shop and seeing them made me stop and stare at them. “It’s weird”, I thought. Somehow I decided that they know what they are doing and left them to it.

Blame those dogs perhaps, but I never had an issue with homosexuality. I just don’t experience any negative emotions towards the gay people. Quite the opposite. I have a lots of gay friends and a bloody good fun with them!

Why do so many men in male dominated countries have no tolerance or acceptance for the homosexuals? I believe that one of the reasons for it is the fact that they repress their female energy within themselves. Men in those cultures are supposed to be taut and masculine in their minds and bodies. They represent a strong male energy. The gay man is normally softer in his way of being, which does not necessarily makes him weaker, but to the heterosexual men he symbolizes the female energy which after centuries of women repression and underestimating women’s qualities is seen as a sort of failure of the male gender. 
Does it make sense?

This female energy makes a homophobic man feel very uncomfortable about him. He does have it within him too, but he doesn’t want to know, so he pushes it down by fighting it with those who in his eyes have it. This could also explain the general aggression towards physically weaker or more feminine heterosexual men.

Just to clarify I am not trying to say that deep inside all men are gay! I am just pointing men’s lack of connection with the female energy within them. Fortunately more and more men start to connect to it and hopefully it will not turn out to be a metro sexual romance for them.

Another thing that I want to stress is male affection. In Eastern societies (parts of Asia and Middle East) male are more affectionate towards each other, where in the West the affection is kept to the minimum. A “distant” hug with a fishy slap in the back is often all that men in the West get from each other. How come? We have to search for the answers in the history of Europe marked by countless military operations, religious aspects and even WW2 itself.


And how about the girls?


In case of the gay women is not as dramatic. Most heterosexual women don’t mind male energy within lesbians. Women have displayed some male qualities for centuries and in general they are more desperate for male energy around them, because the men are not and were not always around.
There are also lesbians that are very feminine, they represents the beauty which has always been close to the women’s heart, so I don’t see why the heterosexual women would see a problem in it. Plus those women are not interested in men so no competition!

So chill out, Gay OK!


WERSJA POLSKA / POLISH VERSION



Dobry wieczór wszystkim. Właśnie skończyła się w Brighton Gay Parade, która odbyła się w miniony weekend. Ulice tańczyły, słońce świeciło odbijając wszystkie kolory tęczy, a ludzie dookła (włączając mnie) świetnie się bawili.
Jak zwykle homofobia nie była zaproszona. Nie mniej jednak wzięło mnie na myślenie, dlaczego tendencja ta jest nadal tak silna w większości miejsc naszego globu.

Pochodząc z kraju powiedzmy - solidnie nasączonego homofobią zaobserwowałam, iż to na ogół mężczyźni zdają się mieć większy problem z gejami. Nawet Matka Polka jest bardziej w stanie zaakceptować swe dziecko geja niż szanujący się polski ojciec. Oczywiście, że matka też może czuć się rozczarowana, że w tym wypadku jej latorośl nie obdarzy ją biologicznymmi wnuczkami, lub też, że nie będzie mogła spełnić swoich oczekiwań co do “wspaniałego” życia jej dziecka w szczęśliwym małżeństwie, którego ona (nie) zaznała. Tak czy siak, to raczej mama wykaże się większą wyrozumiałością w wyborze czy przeznaczeniu swojego dziecka, niż ojciec.

Podobnie (lub gorzej) dzieje się w innych krajach ex Bloku Wschodniego. Ostatnio czytałam o pierwszej oficjalnej paradzie równości w Czarnogórze. Skoczyła się ona nie tylko wcześniej niż zaplanowano, ale też skończyła się źle – w towarzystwie bijatyk, krwi i strachu.

The boys just wanna have fun…

Dorastałam w No Gay Landzie i myślę, że dowiedziałam się o homoseksualiźmie z "niezastąpionego" mi wtedy magazynu “Bravo” podczas moich pierwszych nastu lat. Ciut wcześniej, razzdazryło mi się napotkać dwa pieski samce (wiedziałam, jaka jest ich płeć, bo psy należały do sąsiadów) podczas “intymengo spotkania” pod blokiem. Szłam do spożywczego i kiedy je zobaczyłam stanęłam jak wryta. “To dziwne...przecież ci dwaj to samce" – pomyślalam. Zaraz potem doszłam do wniosku, że one wiedzą co robią i opuściłam miejsce zdarzenia.

Jeśli chcecie wińcie te pieski, ale nigdy nie miałam problemu z homoseksualizmem.

Może, jak wielu innych pobłogosławiona jestem wewnętrzną wolnością, bo po prostu nie doświadczam żadnych negatywnych emocji w stosunku do gejów. Wręcz na odwrót. Mam wśród nich wielu przyjaciół i masę z nimi radochy.

Dlaczego tylu mężczyzn w krajach przez nich dominowanych nie toleruje bądź akceptuje osób homoseksualnych? Myślę, że jednym z powodów jest fakt, że duszą oni w sobie swoją kobiecą energię. Mężczyzna w tych kulturach ma być silny i męski na ciele i umyśle. Reprezentuje on wspomnianą męską energię. Gej jest zazwyczaj bardziej delikatny w sposobie bycia, co niekoniecznie czyni go słabszym, ale dla heteroseksualnego mężczyzny symbolizuje on kobiecą energię, która po wiekach prześladowań oraz nie doceniania kobiecych wartości widziana jest jako w pewnym sensie porażka płci męskiej.
 
Rozumiecie?

Ta kobieca energia powoduje, że mężczyzna o homofobistycznych poglądach czuje się obok niej bardzo niekomfortowo. On też ją w sobie ma, ale tego nie wie, bądź nie chce jej rozpoznać, więc zagłusza ją w sobie po przez zwalczanie tych, co ją mają.

(można by tym również wytłumaczyć agresję skierowaną na słabszych lub bardziej kobiecych w sposobie bycia heteroseksualnych mężczyznach)

Aby było jasne, nie twierdzę, że każdy facet w głębi jest gejem! Staram się tylko pokazać brak związku z jego kobiecą energią.
Na szczęście coraz więcej meżczyzn zaczyna ten związek dostrzegać i mam nadzieję, że nie przeobrazi się to w metro seksualny romans :)

Jeszcze jedna rzecz, o której warto wspomnieć to męska czułość. We wschodnich kulturach (części Azji oraz Bliski Wschód) mężczyźni są w stosunku do siebie bardziej czuli natomiast w społeczeństwach Zachodu człość ta zachodzi na minimalnym poziomie. Zdystansowane objęcie i “klepnięcie ryby” po plecach, to często jedyny gest czułości jaki dają sobie mężczyzni na Zachodzie.
Dlaczego? Myślę, że odpowiedzi należy szukać w historii Europy naznaczonej kulturą wojskową, aspektami religijnymi oraz nawet samą II-gą Wojną Światową.


A co z dziewczynami?


W przypadku homoseksulanych kobiet nie jest już tak dramatycznie. Większości heteroseksulanych kobiet nie przeszkadza męska energia lesbijek. Kobiety reprezentują niektóre męskie cechy już od zarania dziejów i na ogół bardziej porzadają męskiej energii wokół siebie, ponieważ ich mężczyźni nie zawsze byli i są blisko.

Są też oczywiście lesbijki, bardzo kobiece, emanujące pięknem, które zawsze było blisko serca każdej kobiety, więc nie widzę powodu, dla którego miało by to hetero kobietom przeszkadzać. No i osoby te nie są zaiteresowane mężczyznami przez co nie stanowią potencjalnej konkurencji!

Wyluzuj więc, Gay = OK!

02/08/2013

Am I in The UK, because I couldn't make it out in my country..? / Jestem w UK, bo nie dałabym sobie rady w moim kraju..?



Most of you, my dear English and foreign friends may not be aware of the fact, how Polish immigrants in the UK are perceived by some people in their fatherland. You may be surprised to learn that there is a strong tendency to look down on the compatriots who do emigrate „on the island” (that's a popular term to use for the UK and Ireland) by some Poles, who have never left for Great Britain or abroad in order to look for a better future.

A few years ago during my short stay in Kraków I heard a surprising statement from a Polish male, who said, that young people in Poland think, that if someone left to earn money in GB it's because they were not capable of making it in Poland. What he meant is that Polish reality can be very tricky for most of the people and it requires you to be sharp to make your way in life, if not to say to survive. That's true, from that point of view - the Poles who left for work abroad did give up...

They did so for different reasons. Describing a polish reality would be a complex subject for a separate blog. Obviously life isn't the same for all Polish citizens in their country. Many Poles wanted simply to pursue the opportunities of working legally abroad, which their parents or grandparents never had, as Poland joined EU only in 2004, which brought those possibilities.
In my case it was a strong desire to live abroad, as I always felt that I wanted to get to know different countries and cultures. The UK „allowed” me finally to be who I really am and I always felt free here. The lifestyle and the money I earned here always were an added bonus and never the goal itself.

I speculate that this negative view on Poles in the UK has come from the fact, that there are so many of us who came to live here, that England (or London – the symbol of English culture to most foreigners) does not seem to be as „cool” to Poles in Poland as it could be. There have also been hundreds of stories in Poland about drunk, junky Polish people coming into The UK and giving us a bad reputation. I think that most Poles are more concerned by it, than Brits themselves, however it does not change the fact that these stories help to place Polish people in the negative light.

There is another important matter to point out. Having a career and proper education is a very strong value in Poland. I think even stronger, than here in the UK despite the prices for education and the amount of universities. Majority Poles of my generation have a Masters Degree and none of them want to wash the dishes in a restaurant in Poland. But some of them were OK to come and wash the dishes here in Britain. This in the eyes of some countrymen in Poland is seen as a failure.

The wave of Polish immigration since 2004 have maybe overwhelmed Great Britain, but at the same time has introduced a new culture to the country. Poles quickly gained a very positive reputation as hard, solid and reliable workers. British people were amazed that a job can be done efficiently and willingly and they were generous with their complements. No Polish politician would be able to influence the image of the Polish nation on that scale even by spending decades on it. Although this positive reputation has been questioned by less happy Brits who fairly or not claimed Poles take their jobs away from them, the good view of Poles still persists.

Just a shame that not in their own heads...




WERSJA POLSKA / POLISH VERSION




Większość z was moi drodzy angielscy i zagraniczni przyjaciele może nie wiedzieć, jak postrzegani są polscy imigranci w Wielkiej Brytanii poprzez niektóre osoby w swojej ojczyźnie. Może was zaskoczyć fakt, iż istnieje dość silna tendencja niedoceniania swoich rodaków „na Wyspach” (potoczne określenie Zjednoczonego Królestwa w Polsce) przez niektórych Polaków, którzy aby poszukać „lepszego jurtra” nigdy z kraju nie wyjechali.

Parę lat temu podczs mojego krótkiego pobytu w Krakowie usłyszałam od pewnego ziomka dość dla mnie zaskakującą tezę o panującym przekonaniu, że Polacy, którzy wyjechali „na Wyspy” aby zarobić, to ci, którzy się poddali, lub nie mogliby sobie w Polsce poradzić.
Miał na myśli, iż polska rzeczywistość dla większości ludzi może być bardzo zawiła, wymaga sprytu oraz inteligencji aby „umieć” w niej żyć, jeśli nie przeżyć.
Zgadzam się. Z tego punktu widzenia ci, co wyjechali w jakimś sensie się poddali.

Zrobili to z wielu różnych powodów. Opisywanie polskiej rzeczywistości to zadanie kopleksowe, na osobnego bloga i oczywiście życie nie jest takie same dla wszystkich Polaków w ich kraju. Wielu z nich po prostu chciało również wykorzystać możliwości legalnej pracy i pobytu za granicą, której nie mieli ich rodzice i dziadkowie, ponieważ Polska dołączyła do Unii dopiero w 2004.
W moim przypadku było to praganienie, aby mieszkać w innym niż Polska miejscu, bo od kąd pamiętam chciałam zwiedzać świat i poznawać obce mi kultury. Wielka Brytania „pozwoliła” mi być wreszcie sobą i zawsze czuam się tu wolna. Pieniądze czy lifestyle jaki tutaj mam są „efektem ubocznym” (w pozytywnym znaczeniu) mojego pobytu, ale nie były nigdy celem samym w sobie.

Spekuluję, iż ten negatywny obraz Polaków z Wysp w oczach ich rodaków z ojczyzny może wywodzić się tego, że żyje nas tutaj tak dużo, więc ani Anglia ani jej symbol Londyn nie jest już taki cool jak mogłby być. Są też setki historii w naszym kraju o zapijaczonych polskich żulach, którzy to w Królestiwie robią nam złą reputację (czytaj: wiochę). Mam wrażenie, że to bardziej Polacy są tym faktem przejęci niż sami Brytyjczycy, nie mniej jednak nie zmienia to faktu, że taki wizerunek Polaka na Wyspach nam nie pomaga.

Jest jeszcze jedna ważna kwestia. Kariera oraz dobre wykształcenie to w Polsce podstawa. Myśle, że nawet jest to warotść tam bardziej ceniona niż tutaj pomijając ceny za edukację oraz ilość uniwersytetów w UK. Większość Polaków z mojego pokolenia i młodszych ma magistra lub przynajmniej licencjat i nikt z nich tak naprawdę nie chce myć naczyń w restauracjach w Polsce. Całkiem sporo z nich jednak nie miało nic przeciwko, aby zmywać naczynia tutaj w UK. To, w oczach niektórych rodaków widziane jest jako porażka.

Fala polskiej imigracji od 2004 roku może i zalała Wielka Brytanię, ale tym samym pokazała jej całkiem nową kulturę (mam na myśli, nową emigrację zarobkową Polaków tak różną od tej powojennej i podczas socjalizmu). Polacy szybko wyrobili sobie bardzo dobrą reputację, jako ciężko pracujący i solidni pracownicy. Brytyjczycy byli (i nadal są) zdumieni, że można wykonać pracę efektywnie i do tego z chęcią i nie szczędzą nam komplementów.
Żaden z Polskich polityków nie byłby w stanie tak pozytywnie wpłynąć na image Polski i Polaków na taką skalę, uprawiając dyplomatyczne triki przez dzisiątki lat. Fakt, że reputacja ta od czasu do czasu jest kwestionowana przez niektórych mniej zadowolonych Brytyjczków, którzy sprawiedliwie lub nie zarzucają Polakom, że zabierają im pracę. Dobry obraz naszych rodaków jednak dominuje.

Szkoda tylko, że nie za często w głowach ich samych...